„Szalone nożyczki” w plenerze


Kolejny teatralny weekend za mną. Nie wiem jak to się dzieje, ale ostatnio strasznie „kulturalna” zrobiłam się. Był to jednak inny w odbiorze spektakl, bo pod gołym niebem. Wczoraj w Amfiteatrze w parku Sowińskiego gościł Teatr Kwadrat ze sztuką „Szalone nożyczki”. Jak było?


Gorąco, wilgotno i duszno. Komary cięły jak nie wiem co. Ale warto było! Jeśli nie widzieliście jeszcze „Nożyczek” koniecznie idźcie przy najbliższej okazji. Ubaw po pachy! Po raz pierwszy byłam na sztuce w plenerze. Plusy? Za darmo. Minusy? Oj wiele, by wymieniać. Mnóstwo ludzi (udało mi się cudem usiąść), hałas, gwar. Po 19-tej amfiteatr był już zapełniony. Nie chciano wpuścić kolejnych osób… Krzyk, przepychanki z ochroną. Nie było miło… Ludzie kręcą się, wchodzą-wychodzą, bo jeść się chce, bo pić się chce, a to małe dziecko piszczy i płasze na cały regulator… Średnio czułam się w takim otoczeniu. Nie czułam tej magii i atmosfery teatralnej… No, ale chciałam za darmo to mam. Jeszcze jeden negatywny aspekt tego wszystkiego był… dźwięk. Niestety słabe nagłośnienie dawało się we znaki. Tyle z minusów. Czas na plusy, które wszystko wynagrodziły!


Obsada aktorska wczorajszego przedstawienia: Lucyna Malec, Ewa Wencel, Jacek Łuczak, Grzegorz Wons, Maciej Kujawski i Andrzej Nejman. Premiera „Szalonych” była w 1999 roku. Spektakl już od 14 lat bawi widzów, dzięki swojej unikalnej strukturze. Co mam na myśli? Schemat jest taki sam zawsze na początku – salon fryzjerki, akcja kręci się do momentu, kiedy nagle zaczyna grać Izabela, znana pianistka. Padają pierwsze teksty Toniego Wziętego, z których publiczność płacze ze śmiechu. Dochodzi do morderstwa, a potem… Wszystko może się zdarzyć. Przesłuchania, interakcja z widzami, śmiech i akcja przyspiesza. Nie chcę Wam wiele zdradzać, bo to trzeba samemu zobaczyć i przeżyć. Byłam na „Szalonych nożyczkach” trzeci raz i nadal się nie znudziłam. Planuję przy najbliższej okazji kolejny raz

Dzięki doskonałej obsadzie i wplątanych aktualnych tekstach o bieżących wydarzeniach nigdy nie wiesz z czego zaczniesz się śmiać. Tu nic nie jest identyczne, takie same jak poprzednio. Zawsze jest nowość, inna publiczność, która zadaje inne pytania w czasie śledztwa. Po prostu ciągle chce się człowiekowi śmiać… Najlepsi? Wszyscy są cudni, ale ja ubóstwiam pewnego Pana Fryzjera – Antoni Wzięty. Aktorskie mistrzostwo Pana Jacka Łuczaka. Człowiek o wielkim talencie, dystansie gra rolę przesympatycznego geja. Przerysowana postać, ale jakże urocza! Ja jestem zakochana w Tonio i Panu Jacku odkąd pierwszy raz ich zobaczyłam! Coś wspaniałego, a wczoraj Pan Jacek przeszedł naprawdę samego siebie! Teksty o zalanym tunelu, kawał o krasnoludkach i Jarosławie Kaczyńskim – bezcenne. Prawdą jest, że bez niego ta sztuka nie miała by sensu.


Polecam Wam gorąco z czystym sercem, aby pójść do teatru na „Szalone nożyczki”. Warto je zobaczyć i przez dwie godziny zapomnieć o Bożym Świecie. Jest naprawdę dużo śmiechu, zabawy, współpracy z publicznością, genialne aktorstwo i… po prostu ciekawie. Bo tego ostatnio w Polskiej prasie, telewizji – bardzo brakuje.

, , , ,

Komentarze

3 komentarzy:

  1. Ja na "Szalone Nożyczki" miałem kiedyś tam iść z Mamą Sz. do teatru, ale jakoś... nie wyszło i zmieniliśmy wtedy plany, a potem już zeszło z afiuszu i... leży w planach niezrealizowanych ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chciałabym zobaczyć Szalone Nożyczki. Od lat się wybieram i wybrać się nie mogę :)



    http://mojapasjasmaku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz. Będę wdzięczna za pochwały i krytykę.
Pozdrawiam!
Magda